Na długo przed sezonem polowań zbiorowych zaproponowałem łowczemu byśmy znów zorganizowali polowanie dla sygnalistów. Pierwsze było dużym wydarzeniem nie tylko w Kole ale i w Okręgu. Zjechało się nań 13 sygnalistów, po lesie przez cały dzień niosły się dźwięki muzyki św. Huberta a i Bór darzył. Na zakończeniu, które wtedy zrobiliśmy w lesie przy Starym Wigwamie, na pokocie leżało kilka sztuk grubej zwierzyny ale nie efekt był najważniejszy ale oprawa. Płonęły pochodnie, prószył śnieg a muzyka z 13-tu rogów niosła się hen, hen po krzystkowickich lasach. Śnieg „trzymał” sygnały nisko nad ziemią, echo odpowiadało gdzieś znad Bobru… Eh, kilku starych Nemrodów ukradkiem przecierało oczy „bo śnieg spadał na powieki” a i mnie coś w gardło drapało…
Bardzo czekałem na drugie takie łowy, i co tu ukrywać męczyłem w tej sprawie, naszego Łowczego Jarka Wiesiona przy każdym spotkaniu, zacny Łowczy, otwarty na propagowanie muzyki Myśliwskiej właściwie od razu był przychylny. Tu należy wspomnieć, iż pomimo, że nasze Koło boryka się z dużymi odszkodowaniami to Jarek utrzymuje finansową kondycję Koła na wysokim poziomie; jest dobrym menagerem. Nim minęły procedury, zarządy, dyskusje przy głosach za i przeciw to słonki już dawno przestały odbywać swe godowe loty.
Z początkiem żniw zacząłem wydzwaniać do koleżanek i kolegów z naszej części Polski: na Dolny Śląsk, Zachodnie Pomorze, Wielką Polskę i oczywiście po rodzimej Ziemi Lubuskiej” Na liście miałem 40 nazwisk i po kolei odhaczałem.
- Przyjedziesz?
- Kiedy?
- 11 stycznia przyszłego roku.
- Daleko jeszcze ale na razie mnie zapisz.
Czas szybko płynie i nie wiadomo kiedy mamy koniec października więc ponawiam telefony. Wielka była moja radość i zdziwienie kiedy okazało się, ze nikt znów nie odmawia. „Kto nie odmawia ten przybywa” głosiła tradycyjna formułka na dawnych zaproszeniach na polowanie. Przygotowania ruszyły wiec pełną parą. Logistyka, transport, noclegi, posiłki, posiłek w lesie i biesiada w naszej nowiutkiej siedzibie w Dąbrowcu. W dodatku kilka dni wcześniej zapowiedziano obfite opady śniegu! Polowanie po białej stopie to piękna rzecz ale kolejna trudność logistyczna…
Jedenastego obudziłem się wcześniej niż zwykle. Trzeba ze spokojem ogarnąć swe rzeczy, ze trzy razy sprawdzałem czy proteza nogi dobrze zamocowana i ruszyłem jeszcze po ciemku. Na miejscu zbiórki byłem godzinę wcześniej bo wiadomo „pańskie oko konia tuczy”. Ku memu zdumieniu, wielkiemu zaskoczeniu był tam już jeden z gości a właściwie VIP-ów, znakomity sygnalista, nasz nauczyciel kol. Józef Czerniak. Od razu zaczęliśmy rozmowę od rzeczy najważniejszej dla nas lubuskich sygnalistów. Oto w tym roku, po raz pierwszy w historii okręgu odbędzie się u nas Turniej o Róg Wojskiego - mistrzostwa Polski Sygnalistów Myśliwskich. W czerwcu, do Łagowa Lubuskiego,, przepięknej wsi znanej kinomanom z Lubuskiego Lata Filmowego oraz filmów „Godziny Nadziei” czy „Nie będę Cię kochać”, ulubionego miejsce Himilsbacha i Maklakiewicza, Brylskiej i Braunek, wczasowej miejscowości zwanej „Perłą Ziemi Lubuskiej” zjadą myśliwscy sygnaliści z całej Polski by rywalizować o to najbardziej prestiżowe w naszym świecie wyróżnienie „Róg Wojskiego”. Kolega Czerniak, jako członek Zarządu Klubu Sygnalistów miał wiele spraw i uwag do przekazania w tej materii. Kolega mówił, a ja skrzętnie notowałem.
Przed ósmą zaczęli pojawiać się kolejni myśliwi. W komplecie, na czele z Agnieszką Rybicką pojawił się Zespół Muzyki Myśliwskiej De Luxe, wice mistrz Europy - pojawili się Michał Kubiak, Jędrek Rybicki, Wojtek Walkowiak. Myśliwi Koła „Raróg” Zielona Góra pełnili honory gospodarzy.
Punktualnie o 8.00 z 23 rogów zabrzmiała „Zbiórka” a potem „Powitanie”. Dyrygenturę oddaliśmy oczywiście w ręce kolegi Józefa bowiem prowadzenie takiej ilości instrumentów wymaga mistrzowskiego kunsztu. Koleżanki i koledzy z koła słuchali, można by powiedzieć, z otwartymi ustami. Siła, harmonia, współbrzmienie rogów robiło wrażenie!
Prezes Tomisław uchylił kapelusza, przywitał wszystkich uczestników polowania, łowczy Jarosław Wiesion przedstawił plan dnia, przypomniał o zasadach bezpieczeństwa panujących na łowach - czyli rzecz najważniejsza, spojrzał w stronę Józefa, skinął głową i ponad borem popłynął sygnał Darz Bór przed polowaniem i Apel na Łowy. Ale jak popłynął.
Zazwyczaj przy sygnale Apel na Łowy wszyscy się rozchodzą ale nie tu, czekali na koniec sygnału nikt nie chciał przerywać tak pięknego grania; dopiero po skończonym sygnale prowadzący dał komendę – „do podwody” i ruszyliśmy w las. Pierwsze pędzenie - 5 dzików, jeden sfarbowany. Drugie pędzenie - jeleń byk i znaleziony ranny dzik z poprzedniego pędzenia. Trzecie pędzenie - na rozkładzie jeleń łania.
Cały czas dopisywała nam pogoda, temperatura wynosiła minus 2 i prószył śnieżek a 15 małych rogów typu pless grających wzdłuż linii myśliwych tworzyło coś co brzmiało jak nie kończący się sygnał – „naganka naprzód” czy „rozładuj broń”. Sygnały wędrowały wśród drzew po lesie a śnieg nie pozwalał im unieść się wyżej więc wydawało się, że trwają dłużej. Kto czegoś takiego nie słyszał niech… żałuje, albo namawia swój zarząd na organizacje podobnego polowania. Czas płynie szybko, słońce zmierza za horyzont. Pora kończyć….. Jedziemy na kolibę, czas na pokot. Po przyjechaniu na miejsce mały rozgardiasz, myśliwi się kręcą a w międzyczasie układa się pokot, Jelenie byk i łania, symboliczne miejsca dla dzików, bo dzik są dawno w chłodni parę kilometrów stąd. Wiadomo ASF i bioasekuracja. Wszyscy z niecierpliwością czekają kiedy taka ilość rogów uruchomi wibrację tego gęstego i wilgotnego od śniegu powietrza, wszyscy sygnaliści wiedzą na jaki gest wydany przez Józefa należy zacząć grać. Sygnał zbiórka, koniec polowania, jeleń na rozkładzie, dzik na rozkładzie, Darz Bór po polowaniu i Pożegnanie Myśliwskie.
Po rozpoczęciu pierwszego sygnału w oddali na wiosce zaczynają zapalać się światła w każdym domu po kilka a muzyka unosi się powoli do góry niesie się z wiatrem w każdą stronę jakby płatki śniegu zabierały z sobą nuty, każdy płatek jedną…. Długo muzyka niosła się po dachach tej małej wioseczki opadając powoli na poszczególne domy. Jesteśmy pewni, że mieszkańcy nie zapomną tego wydarzenia, nie zapomną potęgi rogu myśliwskiego. Bo łowy to nie polowanie, łowy to rogów i piesków granie.
Darz Bór
Ryszard Król
Fot. Marek Busz

















