PIĘKNO NATURY ZAGRANE NA ROGU

Ze wspomnień myśliwskiego Sygnalisty

Zbliża się godzina 13:00. Spieszymy się z pakowaniem rzeczy do samochodu. Przed nami długa droga – ponad trzy godziny jazdy. Czas szybko płynie, a my w ferworze pakowania. Po godzinie wszystko gotowe. Ostatni rzut oka na całość i… ruszamy! Kilometry mijają, humor dopisuje, towarzystwo doborowe. Czas miło płynie i nie wiadomo kiedy, a jesteśmy już w Antoninie. Dojechaliśmy do Pałacu Myśliwskiego Radziwiłłów. Ciekawe jest to, że wszyscy uczestnicy Ogólnopolskich Warsztatów Sygnalistów dojechali razem w jednym czasie i teraz czekają przed wejściem. Na początku przywitania i uściski, a następnie zakwaterowanie. Nie mogłem się doczekać tego, co zastanę w środku, bo tak wiele słyszałem na temat owego pałacu w Antoninie. Widzę pięknie wykończone drewniane wnętrza, a w centralnym miejscu komin – przyozdobiony medalionami jeleni byków. Dla mnie, myśliwego z wieloletnim stażem, ten widok zapierał dech w piersiach. Tak właśnie wyobrażałem sobie pałac myśliwski: mnóstwo poroży, parostków, portretów rodowych właścicieli pałacu i pamiątek rodzinnych.

Wieczór upłynął na długich rozmowach przy suto zastawionym stole. Taka biesiada po długiej podróży, to jest naprawdę cudowny odpoczynek. Cóż jeszcze dodać interesującego? Otóż uczestnicy warsztatów przyjechali z różnych stron polski: Lubuskie, Zachodnio-pomorskie, Pomorskie, Wielkopolskie, Podlasie, Polesie, Podkarpacie i Dolnośląskie. Warsztaty sygnalistów to nie tylko kilka dni ciężkiej pracy nad sobą i instrumentem, ale to też integracja, bo przecież zjechaliśmy się z całego kraju. Tak jak bociany wracające z afrykańskich zimowisk i zlatujące się w jedno miejsce, tworzą kilkudniowe sejmiki przebywając razem nabierają sił przed odlotem do miejsc docelowych – tak i my, sygnaliści myśliwscy, zjechaliśmy się do Antonina, aby nabrać powietrza w płuca i zadąć w róg i szlifować muzyczny warsztat.

Nazajutrz wstałem o świcie i poszedłem nad Jezioro Szperek. To niedaleko, po drugiej stronie drogi. Widziałem je poprzedniego dnia, gdy wjeżdżaliśmy do Antonina. Nad lustrem wody unosiła się lekka mgiełka, a kaczki krzyżówki robiły sobie poranną toaletę tworząc wielki kolorowy obrus, na którym pojawiały się białe kropki. To łabędzie majestatycznie płynęły po błyszczącym lustrze wody mieniącym się kolorami dumnych kaczorów. W środku tego pięknego widoku para łabędzi, wyraźnie w sobie zakochana, skierowała ku sobie dzioby, splotła się szyjami i utworzyła serce. Przez chwilę trwałem jak w zaklęciu. Widok niezwykle rzadki i tak piękny, że szkoda było wracać.

O 9:30 pierwsze zajęcia. Wyszliśmy na dwór całą grupą. Każdy napawał się rześkim powietrzem i trelem licznych ptaków. Trudno było rozróżnić, który to ptak śpiewa. Cały park rozbrzmiewał wspaniałym ptasim śpiewem, który towarzyszył nam podczas spaceru i odprowadzał do sal wykładowych. Odczuwałem to tak, jakby owe ptaki nastrajały nas i pouczały: – „Macie to zagrać tak, a nie inaczej”. Zajęcia prowadzili czterej wykładowcy – wspaniali, rzetelni, wymagający, cierpliwi i oddani instruktorzy. Zdarzało się, że komuś coś nie wychodziło, więc powtórek było tyle, aż wreszcie wszystkie nuty poprawnie zostały zagrane. Cierpliwość, anielski spokój i konsekwencja prowadzących warsztaty, to wszystko sprawiało, że udało nam się wejść na wyższy poziom Boskiej harmonii. Stworzeni do nauczania i przekazywania wiedzy, swoim przekazem zachęcali do dalszego słuchania. Nikt nie zwracał uwagi na to, że nadeszła pora posiłku. Wspaniali, wspaniali i jeszcze raz wspaniali nauczyciele!

Dni mijały. Wypełnione były informacjami, nowościami i ćwiczeniami. W sobotnie popołudnie miał miejsce uroczysty piknik połączony z edukacją łowiecką prowadzoną przez miejscowe Koła Łowieckie  I oczywiście pieczony dzik! Dzik – to nieodzowna część myśliwskich pikników. Wspaniałe miejsce, czas i okoliczność na promocję naszej myśliwskiej pasji tym bardziej, że piknik zwieńczony był koncertem uczestników warsztatów i dwóch miejscowych zespołów muzyki myśliwskiej Artes i Echo Wandy. Fantastyczne przeżycie dla nas i  słuchaczy, którzy przybyli posłuchać muzyki myśliwskiej.

Takie miejsce jak ów pałac, z pięknymi trofeami myśliwskimi i brzmiące rogi – to robi wrażenie i chce się tego słuchać z pragnieniem, aby się nigdy nie zakończyło. Nasuwa mi się refleksja: pięknie odegrany pokot na polowaniu, na którym zgodnie grają nasze pieski, uhonorowanie tych wspaniałych medalionów, dla nich chce się grać codziennie, gdyż warto to czynić. Nie ma ładniejszego sygnału jak „Jeleń na rozkładzie”, bo i zwierz przepiękny, dostojny i dumny, a jednak budzący w każdym myśliwym emocje i mrowienie po plecach podczas rykowiska. W tym miejscu cytuję słowa mojego serdecznego przyjaciela F.D.: „Łowy to nie polowanie – łowy to rogów i psów granie”.

Dziękuję serdecznie wspaniałym wykładowcom – Agnieszce, Robertowi, Zbyszkowi i Józefowi  – naszym instrumentom i ludziom, którzy przyczynili się do organizacji tych warsztatów a w szczególności Łowczemu Okręgowemu Okręgu Kaliskiego koledze Aleksandrowi.
Kultura łowiecka jest bardzo ważnym elementem naszej pasji. Szanujmy ją i szanujmy muzykę myśliwską.

Wszystkich polecam opiece naszego Patrona – świętego Huberta!

Ryszard Król
Koło Łowieckie Raróg Zielona Góra